Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korona Gór Polskich. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korona Gór Polskich. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 lutego 2018

Pewnego razu na kielecczyźnie... ;-)

Data: 11-13.08.2016 (czwartek - sobota)

Trasa: 

Dzień I: Kuźniaki - czerwony - Ciosowa - 18.02km, 482m
Dzień II: Ciosowa - czerwony - Ameliówka - niebieski - Mąchocice Kapitulne - 34.23km, 851m
Dzień III: Ameliówka - czerwony - Kakonin - 17.25km, 704m

Punkty GOT:

Dzień I: 21
Dzień II: 38
Dzień III: 17

Trasa na ENDOMONDO (1)Trasa na mapa-turystyczna (1)
Trasa na ENDOMONDO (2)Trasa na mapa-turystyczna (2)
Trasa na ENDOMONDO (3)Trasa na mapa-turystyczna (3)



Cześć!

Czy na kielecczyźnie są góry? W pierwszym momencie wydaje się, że tam przecież jest dość płasko, a do najbliższych gór jakieś 3h drogi. Jednak to tylko złudne wrażenie, bo tam właśnie znajdują się najniższe polskie góry czyli Góry Świętokrzyskie.

Jak na pasmo górskie przystało poprowadzony jest również przez nie główny szlak wyznakowany na czerwono. Tutaj od Kuźniaków do Gołoszyc ma on zaledwie 108km, czyli do "Beskidzkiego" (519km) i "Sudeckiego" (444km) dużo mu brakuje. No ale jakie góry, taki ich główny szlak.

Jako że marzy nam się przejść kiedyś wspólnie Główny Szlak Sudecki, to szukaliśmy miejsca, gdzie w ogóle możemy pójść na taką kilkudniową wędrówkę. Żeby sprawdzić siebie. Ale chyba przede wszystkim, żeby dowiedzieć się, co się sprawdza, a co niekoniecznie pod kątem optymalizacji bagażu.

Z poprzedniego wpisu wiecie już, że byłam wówczas w ciąży z Gabrysią (dokładniej połowa trzeciego miesiąca), jednak czułam się na tyle dobrze, że nie zmieniliśmy planów i wyjechaliśmy w kieleckie.

Niestety z Wrocławia do Kielc jest kawał drogi. Na dodatek tak fatalnie skomunikowane, że podróż zajęła nam prawie 12h. Do Krakowa pojechaliśmy Polskim Busem, który niestety nie dość, że okazał się na tyle zatłoczony, że nie znaleźliśmy miejsca obok siebie, to przyjechał z około godzinnym opóźnieniem. Z racji spóźnienia nie zdążyliśmy już na przesiadkę, więc czekaliśmy na pociąg do Kielc. Choć podróż tym pociągiem była bez wątpienia najlepszym etapem, to niestety w Kielcach czekało nas dwugodzinne oczekiwanie na bus do Kuźniaków. Oczywiście wykorzystaliśmy to na wypicie kawy o poranku na kieleckim rynku.

Ostatecznie mocno zdezelowanym busem docieramy do Kuźniaków i chwilę po 13 stajemy przy pierwszej czerwonej kropce. Mamy oczywiście nadzieję, że w Gołoszycach ujrzymy drugą (co niestety się nie dokonało, ale o tym później).

Kuźniaki - początek GSŚ im. E.Massalskiego

Jak możecie się domyślić patrząc na zdjęcia, sierpniowa pogoda nas nie rozpieszczała. Pierwszego dnia było chłodno, wietrznie, a później już nawet deszczowo, momentami ulewnie. Zmęczeni podróżą, lecz pozytywnie nastawieni ruszyliśmy przed siebie. Jednym z pierwszych wzniesień jest Perzowa Góra. Sam szczyt nie jest zbyt wyróżniający się, jednak zaraz za nim szlak idzie przez wąziutki przesmyk między skałami (taka świętokrzyska wersja Szczelińca), a tuż za nim jest położona górska kaplica wykuta w jednej ze skał. Niestety nie posiadamy zdjęć z zewnątrz, gdyż akurat lunął z nieba ulewny deszcz, więc skryliśmy się w środku, by go przeczekać.

Rezerwat Perzowa Góra

Kaplica św. Rozalii za Perzową Górą

Kaplica św. Rozalii za Perzową Górą

Tuż za Rezerwatem Perzowa Góra wychodzimy na otwartą przestrzeń. Na zdjęciach widać jak bardzo nie-górzysty to teren. Liczyliśmy choć na minimalne pagórki, w końcu nawet Ślęża widziana z Wrocławia wygląda na górę. Póki co nasza wędrówka ograniczała się do pól, lasów i wiosek. Co nas również zaskoczyło to fakt, że mimo że szczytów nie ma tutaj wiele, to jedynie nieliczne są oznaczone kamiennym słupkiem. Pozostałe, to co najwyżej punkt zaznaczony krzyżykiem. Gdyby nie GPS to często moglibyśmy nawet przegapić przejście przez punkt szczytowy.


Łąki nad Huciskiem

Niedźwiedź?


Siniewska Góra

Pierwszy dzień zakończyliśmy w Ciosowej. Było to JEDYNE miejsce, w którym znaleźliśmy jakiekolwiek noclegi w miarę blisko szlaku. Jest to jeden z mankamentów wędrówki po Górach Świętokrzyskich. Dużo łatwiej jest tutaj znaleźć "miejscówkę" na rozbicie namiotu niż noclegi. Pierwsza opcja jednak nas nie przekonywała, jednak chociażby brak wody (a i w Górach Świętokrzyskich ciężko o jakieś strumienie) byłaby dla nas zbyt uciążliwa.

Wyspani i najedzeni (nocleg mieliśmy z opcją śniadania) ruszyliśmy w dalszą drogę. Wychodząc nie wiedzieliśmy dokąd uda nam się dojść, a i z noclegami było ciężko. Niestety pierwsze problemy zaczęły się już na początku, gdy na pierwszym szczycie za Ciosową przypomnieliśmy sobie, że nasze kurtki zostały u gospodyni w szafie na wieszakach. Musieliśmy zawrócić, choć to były już ze 3km - czyli zamiast 3 zrobiliśmy 9... A i podejście zarówno na pierwszy jak i drugi szczyt było stosunkowo ostre. Gdy doszliśmy jednak do drogi, którą mieliśmy przeciąć by wspiąć się na trzeci szczyt, powitały nas wielkie krzaki dojrzałych jeżyn. Takich wygrzanych w słońcu, co tylko dodawało im słodyczy. Bardzo poprawiło to nam humory i tacy pełni optymizmu poszliśmy dalej.


Tumlin Podgrodzie i Grodowa w tle

Góra Grodowa (trzeci szczyt) to Rezerwat Archeologiczno-Geologiczny. Na jej zboczu znajduje się średniowieczne miejsce kultu. Była to dla nas ciekawa odmiana po ciągłej wędrówce przez las, gdzie ciężko było dopatrzeć się czegoś innego niż drzew.

Przy okazji doświadczyliśmy czegoś zupełnie innego w kontekście nazw miejscowości - oboje mieszkamy we Wrocławiu, a i tak pochodzimy z zachodniej Polski. W naszych okolicach jeśli nazwy są dwuczłonowe, to najczęsciej jeden z członów to: Nowy/Stary lub Wielki/Mały - czyli wygląda na to, że bez polotu. A tutaj? Na kielecczyźnie jest wiele obok siebie miejscowości o takim samym pierwszym członie (np. Tumlin, Kostomłoty, Mąchocice, Ćmińsk). Nie dość, że same te nazwy wydawały nam się dość zabawne, to ich drugie człony spowodowały, że akurat miejscowości położone w tych górach zapamiętamy na dłużej ;-) Zobaczcie sami

Przykłady:
Tumlin - Podgrodzie / Wykień / Dąbrówka / Węgle
Mąchocice - Kapitulne / Scholasteria
Krajno - Pierwsze / Drugie
Ćmińsk - Rządowy / Kościelny

Swoją drogą czy nie kojarzy Wam się nazwa Ćmińsk Rządowy i Ćmińsk Kościelny z realiami serialu Ranczo?

Miejsce kultu - Góra Grodowa

Po zejściu z Góry Grodowej wracamy do Tumlina, mniej więcej w miejscu, w którym zostało wykonane poniższe zdjęcie. Na imię mam nietypowo - Dąbrówka, więc śmiałam się, że znalazłam swoją miejscowość :) Nasza trasa dalej biegnie ulicami Tumlina, aż do stacji PKP. Tuż za torami asfaltowa droga kończy się i znów wchodzimy do lasu. Teren jest dość podmokły, a w związku z niedawnymi opadami deszczu idziemy brodząc w błocie niczym żurawie, przeskakując często z muldy na muldę i szukając chociaż kawałka suchego miejsca. Niezbyt przyjemne, w szczególności że błoto i kałuże skupiają muchy i komary. Po około 4km błotnistej wędrówki docieramy do asfaltowej drogi. Idziemy nią jednak tylko nieznaczny kawałek i znów skręcamy w las. Słyszymy już szum S7, przez którą mamy górą przejść, tzw. przejściem dla zwierzyny. Przekraczamy ekspresówkę i kierujemy się do DK73, wzdłuż której przyjdzie nam wędrować znów kawałek, niemalże osiągając Kielce. Z mapy wynika, że nasza wędrówka dziś powinna być już dość cywilizowana. W międzyczasie zaczynamy dzwonić, dopytywać się o noclegi. Po 20km zaczynamy już powoli myśleć o odpoczynku, tym bardziej że nie wędrujemy z ekwipunkiem do biwakowania.

Jeden z Tumlinów - Tumlin Dąbrówka :P



Niestety czeka nas jeszcze kawałek przedzierania się przez krzaczory tuż przed Domaniówką, ale później już jest dosyć przyjemnie. Tutaj, uwaga (!), spotykamy pierwszych turystów. Para jedzie rowerami przez Góry Świętokrzyskie, ale w odwrotnym kierunku niż my. Chwilę rozmawiamy o naszych dotychczasowych doświadczeniach w chodzeniu po górach i zatrzymujemy się na odpoczynek na łąkach nad Masłowem Pierwszym. Trochę czujemy już "w nogach", ale z drugiej strony udaje nam się załatwić nocleg. Nieco poza szlakiem, ale tutaj nie ma zbyt wielkiego wyboru. Będziemy nocować w Mąchocicach Kapitulnych. Mimo możliwości, nie skracamy sobie drogi, ale wędrujemy nadal szlakiem czerwonym. Zachęca nas do tego oznaczenie na mapie, że na trasie będziemy mieli wieżę widokową na Klonówce.
Łąki nad Masłowem Pierwszym

Wieża owszem jest, ale z widokami jedynie na Kielce. Lubię nowoczesność, ale widoki stricte urbanistyczne w górach, to niekoniecznie to, czego szukamy. Co ciekawe, to zaraz za wieżą rozpoczyna się dziki sad z jabłoniami. Niesamowite. W tym miejscu postanawiamy ochrzcić te góry mianem Gór Owocowych.

Zmęczeni wspinamy się już na ostatni szczyt, notabene Dąbrówkę. Niestety całkowity brak oznaczeń powoduje, że nie do końca wiemy nawet, kiedy go osiągamy. Na bardzo ostrym zejściu gubimy szlak, jednak wiemy że musimy zejść do drogi. Następnie wzdłuż drogi, schodząc ze szlaku czerwonego i kierując się już niebieskim, idziemy na nocleg do Mąchocic Kapitulnych. Po ponad 30 km na szlaku mamy ochotę tylko na prysznic i łóżko, więc nie zwracamy uwagi na inne niedogodności. Tak kończymy przygody na dzień drugi.

Następny dzień rozpoczynamy wcześnie. Chwilę po 6:30 jesteśmy już na szlaku. Nie chcąc dokładać sobie kilometrów udajemy się na główne skrzyżowanie w miejscowości zachodząc wcześniej do sklepu, by uzupełnić prowiant. Jako że odpuszczamy śniadanie, to kawałek drogi idziemy z bułką i jogurtem w ręku, co ma nam dać przynajmniej namiastkę posiłku. Na skrzyżowaniu stajemy na przystanku autobusowym i czekamy na autobus podmiejski, który podrzuci nas do Ameliówki, czyli tam, gdzie przerwaliśmy nasz szlak czerwony. Właśnie wtedy zdajemy sobie sprawę, że zagubiliśmy gdzieś moją książeczkę do zbierania potwierdzeń do GOT PTTK. Przykro, ale trudno, mamy nadzieję, że uda się potwierdzić na postawie zdjęć, tym bardziej, że już tak mało brakuje na Małą Złotą odznakę.

Na Radostową podejście jest dosyć strome, ale z nowymi siłami już po 45 minutach szczyt jest nasz. Niestety jak to świętokrzyskie szczyty, oznaczenia brak. Widoków również - jak widać na poniższym zdjęciu. Robimy tutaj krótki odpoczynek na przekąskę i wędrujemy dalej. Dziś prawdziwe śniadanie postanawiamy zjeść dopiero w Świętej Katarzynie. Ale zanim tam dojdziemy to musimy zdobyć jeszcze jeden, nieco niższy szczyt - Wymyśloną. Tuż przed szczytem jest charakterystyczne miejsce, skały piaskowca, które są uznane za pomnik przyrody. Z Wymyślonej schodzimy już prostą drogą aż na Przełęcz Krajeńską. Następnie około 1,5-km asfaltem i docieramy do Świętej Katarzyny. Odbijamy do Schroniska PTTK "Jodełka", zamawiamy śniadanie i cieszymy się, że to już dziś przed nami najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich. Po cichu liczymy w końcu na jakieś konkretniejsze podejścia i może nawet jakieś widoki...


Radostowa

Wymyślona - piaskowce, pomnik przyrody


W okolicach Krajna
Za wejście na Łysicę trzeba zapłacić. Ciężko się dziwić, jako że ta góra, jedyna w okolicy jest celem wielu rodzinnych weekendowych wycieczek. Chociaż po prawdzie widać, że szlak jest zadbany i mocno przygotowany dla turystów (schodki, poręcze, oznaczenia). Oczywiście podejście jak na te góry jest, ale my uporaliśmy się z nim dość sprawnie i bez szczególnego zmęczenia. Jeszcze przed południem stajemy pod krzyżem na Łysicy i prosimy o pamiątkowe zdjęcie. Samo gołoborze nie robi na nas wrażenia - chyba oczekiwaliśmy czegoś bardziej spektakularnego. I chyba właśnie wtedy w naszych głowach powoli rodzi się myśl, że chcemy szybciej opuścić te góry. Tym bardziej, że patrząc na mapę, to lada moment znów wyjdziemy z najwyższego pasma, a wędrówka miałaby przebiegać przez wsie u stóp gór. Dodatkowo trudności ze znalezieniem jakiegokolwiek noclegu powoli utwierdzają nas w tej myśli.


Żródło św. Franciszka u stóp Łysicy

Gołoborze Łysicy

Pod krzyżem, na Łysicy

Ostatnią przerwę robimy przy kaplicy św. Mikołaja, tuż przed wyjściem z Parku Narodowego. Spotykamy tam grupę z koła PTTK, wraz z dosyć wesołym przewodnikiem. Podśmiewamy się z zasłyszanej anegdoty o tym, jak witają się przewodnicy na szlaku. Jak? "Niech Cię szlak(g)!". Schodzimy do Kakonina, a szczęście nam sprzyja, gdyż za chwilę odjeżdża stamtąd bus do Kielc. Nie musimy więc planować jak i kiedy wrócimy.

W ten sposób żegnamy Góry Świętokrzyskie i rezygnujemy z ukończenia Głównego Szlaku E. Massalskiego. Na tą chwilę, raczej nie planujemy tam powrotów, bo poza tym, że mogliśmy sprawdzić, co i jak nam się sprawdza (szczególnie jeśli chodzi o odzież oraz prowiant), to generalne wrażenie było dosyć słabe.

A Wy? Byliście w Górach Świętokrzyskich?

niedziela, 22 października 2017

Uciekamy przed upałem - wędrówka z Barda do Kłodzka

Data: 23.06.2016 (czwartek)
Trasa: 21.67 km, 894 m
Przebieg: Bardo zielony/niebieski - Źródło Marii - zielony - Skalny Obryw niebieski - Kalwaria (582m) - Przełęcz Łaszczowa - Ostra Góra (751m) - Pod Kłodzką Górą -żółty - Kłodzka Góra (765m) - Jedlak (658m) - Obszerna (572m) - Kłodzko PKP/PKS
Punkty GOT: 26

Trasa na ENDOMONDO
Trasa na mapa-turystyczna


Cześć!

Dziś czas przypomnieć sobie kolejną wycieczkę z 2016 roku, podczas której zdobyliśmy najwyższy szczyt Gór Bardzkich z Korony Gór Polski.

Drugi tydzień naszego urlopu przyniósł niespodziewaną falę upałów. Pogodo! Gdzie byłaś tydzień temu, gdy mokliśmy pod karkonoskimi świerkami? Przy temperaturach sięgających 34 stopni racjonalnym wyjściem była ucieczka z miasta w góry. Rozważaliśmy wyjazd na Śnieżnik, ale istniała uzasadniona obawa, że spalimy sobie głowy (Śnieżnik jest bardzo widokowy, ale przy tym ekspozycja na słońce jest duża, ponieważ nie ma tam za dużo drzew). Padło na Góry Bardzkie, gdyż to w nich położona jest Kłodzka Góra, która na naszej liście widniała, jako szczyt do zdobycia.

Wyjechaliśmy wczesnym rankiem i po około godzinie jazdy DK8 zaparkowaliśmy w Bardzie, skąd ruszyliśmy wzdłuż zielonych i niebieskich znaków. Odetchnęliśmy z ulgą, gdy okazało się, że szlak w całości wiedzie w lesie i upał w ogóle nam nie doskwierał, a temperatura powietrza była około 6-8 stopni niższa niż w rozgrzanym Wrocławiu. Widać to było na początkowym etapie trasy, gdzie mnóstwo ludzi wybrało za cel źródło Marii i Obryw Skalny (punkt widokowy). Trasa wiedzie praktycznie od samego parkingu (przy rzece), wąwozem, stopniowo w górę. Po kilkuset metrach odbić można w lewo, kierując się po znacznikach na ruiny zamku rycerskiego (byliśmy, z samego zamku zostały fundamenty, niestety nic ciekawego).

Przy źródle Marii szlaki rozdzielają się, odbijamy na zielony by dotrzeć do punktu widokowego. Następnie szlak kluczy w górę, zakosami, tak wy wyprowadzić nas ostatecznie nad Bardo gdzie robimy kilka fotek z malowniczym krajobrazem i można ruszać dalej. Na mapie nie widać tego dokładnie ale jeśli pójdzie się dalej zielonym to w pewnym momencie można skrócić sobie drogę i przeskoczyć na niebieski szlak, gdy te są blisko siebie. Tak też zrobiliśmy i kierujemy się dalej na górę Kalwarię, z kaplicą na szczycie.



Szlak w lesie pięknie chroni przed upalną pogodą

Źródło św. Anny

Obryw Skalny - widok na Bardo

Obryw Skalny - w kierunku Kłodzka

Zieleń i kwiaty

Dalej można powiedzieć już bez przygód pokonujemy kolejne kilometr niebieskim szlakiem, aż do Przełęczy Łaszczowej. Tutaj ciekawa sytuacja, grupa emerytów świętowała urodziny Pani Halinki przy kiełbasce z ogniska w dość szerokim gronie (była fajna wiata z miejscem na ognisko). Miło widzieć takie inicjatywy po 60-tce :) My kierujemy się dalej niebieskim w kierunku Ostrej Góry. Tutaj (lub na Zaroślaku, nie pamiętamy dokładnie), kombinacja była niezłych zarośli i ostrego podejścia w górę, które nie dość, że dało w kość to zmusiło nas do torowania sobie drogi do przodu gałęzią, którą zbieraliśmy pajęczyny. Było ciekawie, ale ze szczytu ładne widoki i w końcu widać było to, co znajduje się u podnóża pasma. Kolejny punkt przy szlaku, to Szeroka góra, mijaliśmy ją z lewej strony, nie podchodziliśmy jednak jako, że nie leżała na szlaku a nam też nie chciało się w tym momencie naddawać kilometrów. Dochodzimy do rozdroża Pod Kłodzką Górą i zmieniamy kolor szlaku na żółty, którym po 5 minutach osiągamy szczyt. 


Ostra Góra była rzeczywiście "ostra"

Na wschodzie odsłaniają się widoki

Odsłonięta część szlaku towarzyszy nam aż do podejścia na kolejny szczyt

Gajnik
Antek: "I Ty dasz radę tu wejść!" ;-)

Kłodzka Góra - widoków brak, ale najwyższy szczyt jest


Po odpoczynku praktycznie w lesie, decydujemy się na porzucenia wcześniejszych planów zejścia z powrotem do Barda i wybieramy kontynuację zejścia w stronę Kłodzka. Szybki check możliwych środków transportu i uznajmy, że spokojnie możemy modyfikować tak naszą wycieczkę. Szlak coraz bardziej się odsłaniał, las stawał się coraz rzadszy, tak by w końcu ustąpić miejsca łąkom. Wyraźnie obniżając się w kierunku Kłodzka wchodzimy na szutrową drogę, która doprowadza nas na przedmieścia do ulicy Mariańskiej. Cały czas prosto i osiągamy cel - Dworzec PKS, w którego okolicy rozpaczliwie szukamy czegoś do zjedzenia. "Beskidem" wracamy do Barda. Tu niestety przykre zaskoczenie - przystanek znajduje się w zasadzie na samym początku miejscowości, więc by osiągnąć parking, musimy iść dość długo wzdłuż ruchliwej DK8, początkowo poboczem, później chodnikiem.
Schodząc do Kłodzka, jest coraz bardziej odsłonięty szlak



Pozdrawiamy,
Dąbrówka & Łukasz

sobota, 12 sierpnia 2017

Niepozorne piękno - Góry Kaczawskie

Data: 29.07.2017 (sobota)
Trasa: 14.21 km, 304 m
Przebieg: Komarno - żółty - Rozdroże przy Przełęczy Komarnickiej - żółty/niebieski - Przełęcz Komarnicka - niebieski - Baraniec - Skopiec - Zielony Kopczyk - bez znaków (dawny niebieski) Leszczyniec - Straconka - Dudziarz - Radomierz Górny - zielony rowerowy - Komarno
Punkty GOT: 17

Trasa na ENDOMONDO
Trasa na mapy.cz

Cześć wszystkim,


Kolejny wpis z serii zdobywamy Koronę Gór Polskich w soboty. Tym razem wybraliśmy się w Góry Kaczawskie w celu zdobycia dwóch szczytów - Barańca i Skopca.
Trasę rozpoczynamy z Komarna. 10 minut drogi od krajowej 3, około 20 km przed Jelenią Górą.
Pogoda piękna, widoczność genialna ze względu na częste opady deszczu w dniach poprzednich. Zapowiada się udana wycieczka.
Ze względu na brak regularnego parkingu parkujemy się przy drodze za kościołem. Chwila na zmianę butów i zamotanie córki i ruszamy. Trasa początkowo niepozornie wiedzie przez wieś, wzdłuż drogi. Powoli lecz systematycznie podchodzi do góry i przy szybkim marszu oddech zauważalnie przyśpiesza.



Komarno

Kapliczka w Komarnie
 Chwila na jego wyrównanie  przy napotkanej po drodze kapliczce i ruszamy dalej.
Im wyżej idziemy tym piękniejsze widoki na Karkonosze się odsłaniają

Im wyżej, tym odsłaniają się naprawdę malownicze widoki na Karkonosze. Przy dobrej pogodzie, jaka nam towarzyszyła, można zrobić fajne fotki.
Widoki z Rozdroża przy Przełęczy Komarnickiej
Wspinaczka drogą trwa jakieś 20 minut i dochodzimy do wypłaszczenia z drogowskazem i ławeczką - a nazwane jest ono Rozdrożem przy Przełęczy Komarnickiej. Przełęczy nie widziałem ale wierzę na słowo ;)
Rozdroże przy Przełęczy Komarnickiej
Kontynuujemy marsz delikatnie pod górę. Opuszczamy Komarno i już łąkami trzymamy się szlaku.



Dochodząc do Przełęczy Komarnickiej

Drzewo Sandałowe
Ciekawym akcentem jest na pewno Drzewo Sandałowe, gdzie zostawić można swoje zużyte obuwie :)
Przełęcz Komarnicka
Za drzewem szlak skręca w prawo, powoli podchodząc w kierunku Barańca i Skopca. Motywem przewodnim tych gór, zaraz po malowniczych widokach są na pewno krzaki malin. W tej części było ich naprawdę sporo. Droga nie przysparza żadnych trudności i nawet przy słabej kondycji można z marszu zdobyć obydwa szczyty.



Przełęcz Komarnicka

Baraniec jest bardzo widokowy

A przy drodze rośnie baaardzo dużo malin


Szlakowskaz na Skopiec i Baraniec (są pewne nieścisłości, który jest wyższy)

Dochodzimy do rozdroża i kierujemy się najpierw na Baraniec. Po lewej i prawej ciągle krzaki malin a ścieżka po w miarę prostym prowadzi na szczyt okupowany przez nadajniki. Widoków żadnych więc szybka ewakuacja na dół do rozdroża,
Baraniec
gdzie obieramy kurs na Skopiec. Razem z nami idzie garstka innych osób. Dzięki ich uprzejmości mamy poniższe foto nie robione z ręki :) Niestety i ten szczyt nie daje możliwości podziwiania okolicy z prostej przyczyny - jest cały zalesiony.
Rodzinnie ns Skopcu
Schodzimy i kierując się niebieskim szlakiem decydujemy, że przejdziemy jego poprzednim biegiem.
Mijając Ziemski Kopczyk

Widoki na Rudawy i Karkonosze z okolic Ziemskiego Kopczyka

Ziemski Kopczyk za nami

Podchodzimy na Straconkę
Droga wije się u podnóża kilku szczytów, jak widać zrąb lasu w pełni, także co rusz pokonywać musimy większe lub mniejsze koleiny z błotem i wodą.

Na szczycie droga jest mocno rozjechana przez zrywkę drzew

Widok na charakterystyczny kamieniołom (widoczny również z DK3)

Rudawy Janowickie na tle Karkonoszy z łąki opadającej do Radomierza
Tą część drogi mogę szczerze nie polecić. Dla nie napaleńców, dla których Dudziarz czy inne mało atrakcyjne szczyty są mało istotne, będzie to strata czasu. Szlak przecina łąki, las, gubi się i trzeba trzymać się mniej więcej kursu według mapy. Na drzewach tylko sporadycznie zamazane już oznaczenia.
Szczerze powiedziawszy spokojnie można zejść szybciej do Komarna i będzie to dobra decyzja.
Przerwa na łące ;)

I już dziewczyny gotowe do drogi
Nie poddajemy się i uśmiechnięci jak widać przemy dzielnie naprzód. Dochodzimy do końca
szlaku, który w Radomierzu skręca dla nas na zielony rowerowy. Ten idzie dokładnie tą samą
drogą, którą kilka godzin wcześniej jechaliśmy autem.

Kapliczka nad Komarnem
Stąd już tylko 45 minut spacerku i jesteśmy znowu w Komarnie.

Polecić można tą trasę na pewno w dobrą pogodę - dla pięknych widoków na Karkonosze. Na pewno osobiście zrezygnował bym też ze starego przebiegu niebieskiego szlaku za Zielonym Kopczykiem. W naszym przypadku nie był to strzał w dziesiątkę. A i widoki na tą stronę nie są już tak fotogeniczne :) Nie mniej jednak zadowoleni z wycieczki wróciliśmy do Wrocławia - cel osiągnięty, +1 do zestawienia.